Gdańsk, PL
25 MAJA 2026
Niedziela to nie pas startowy.
Wciąż traktujemy niedzielę jak pas startowy do kolejnego tygodnia. A gdyby pozwolić jej być po prostu niedzielą — miękką, powolną, całkowicie własną?
Jest taki mały smutek, co niedzielę około 16:00. Czujesz go jako ucisk w klatce, nagłą potrzebę uporządkowania półki z przyprawami. Nazywamy to niedzielnym niepokojem, ale ta nazwa jest za wąska. To nie strach przed poniedziałkiem. To strach przed znikającym luzem.
Przez większość tygodnia przyszłość jest ścianą: spotkania, deadline'y, odbieranie dzieci, pies. W niedzielne popołudnie ta ściana zaczyna się materializować, a miękka, pusta przestrzeń weekendu cofa się przed nią. O 18:00 jest się już w połowie w pracy.
A gdyby tego nie robić?
A gdyby niedziela była po prostu niedzielą — nie pasem startowym do poniedziałku, nie przygotowaniem, nie szykowaniem się? Gdyby ochronić trzy godziny czystej bezcelowości w jej środku?
Próbowaliśmy tego przez miesiąc. Bez niedzielnego gotowania na zapas. Bez niedzielnej skrzynki. Bez niedzielnego treningu na odrobienie tygodnia. Tylko trzy godziny, w których jedynym celem było nie mieć celu. Pierwsza niedziela uwierała. Druga była dziwna. Przy czwartej poniedziałkowy poranek przyszedł łagodniejszy niż od lat.