Gdańsk, PL
9 SIERPNIA 2026
115 lotów do Portugalii. Na to, po co wraca, jest jedno słowo
Margaret Thompson lata do Portugalii od 1973 roku, a do tych samych apartamentów przy Praia da Luz wraca od trzydziestu jeden lat. Najprostsze wyjaśnienia rozsypują się po kolei, a to, które zostaje na placu boju, tłumaczy również Twoje własne miejsce.
W 2018 roku na lotnisku w Faro czekano na jeden konkretny przylot z Anglii. Wysiadła z niego Margaret Thompson, emerytowana nauczycielka szkoły podstawowej, i dostała bukiet kwiatów od szefa algarwijskiej turystyki i szefa samego lotniska . Powód był prosty: ktoś z obsługi apartamentów, w których zatrzymuje się od lat, sprawdził wcześniej daty i wyszło mu, że ten wyjazd będzie jej setnym.
Pierwszy raz przyleciała do Portugalii w 1973 roku. Nie sama: z Peterem, swoim mężem, z którym wysiadła wtedy w Lizbonie . Sześć lat po tamtym bukiecie, w maju 2024 roku, znów wylądowała w Faro, tym razem jako dziewięćdziesięciodwulatka . Ten rachunek stawia dwa pytania naraz: dlaczego ktoś wraca w to samo miejsce sto piętnaście razy i dlaczego Ty też masz takie miejsce, choć nikt Cię do niego nie zmusza.
Do tego adresu dochodziła stopniowo. Algarve weszło do jej kalendarza w 1978 roku: apartamenty Ventura w Lagos, dwa tygodnie za dwieście siedemdziesiąt osiem funtów . Do Praia da Luz trafiła dopiero w 1993 roku i od tamtej pory melduje się w tych samych apartamentach; w maju 2024 po raz czterdziesty szósty . Trzydzieści jeden lat pod jednym adresem. Tyle razy leciała w tę stronę:
| Kategoria | Łączna liczba lotów Margaret Thompson do Portugalii, liczona od pierwszej podróży w 1973 roku |
|---|---|
| loty do Portugalii | 115 |
Najprostsza odpowiedź brzmi: przyzwyczajenie. Pewnie masz swoją wersję tej odpowiedzi na własny powtarzalny nawyk. Ktoś raz trafia na dobre miejsce i przestaje szukać, a kalendarz robi resztę. Tyle że przyzwyczajenie nie prosi nikogo o zgodę, a tutaj zgodę trzeba było wydawać za każdym razem od nowa. Peter, z którym zaczęła tam jeździć, zmarł w 1982 roku . Bilety kupowała już bez niego przez kolejne cztery dekady, a każdy z tych czterdziestu sześciu pobytów w Luz zaczynał się od decyzji podjętej w pojedynkę.
Jest jeszcze druga rysa na tej odpowiedzi. Przyzwyczajenie trzyma się rzeczy, które stoją w miejscu, a Praia da Luz z jej pierwszych pobytów nie przypomina dzisiejszej. Wiosną 2024 roku miesięcznik z Algarve zapytał ją, jak wyglądała Luz przy pierwszym przyjeździe. Odpowiedziała po angielsku, bo po angielsku toczą się tu wszystkie jej rozmowy; przekład jest nasz .
Były tu tylko skały i łodzie rybackie. Nie było zupełnie nic.— Margaret Thompson, o Praia da Luz przy pierwszym przyjeździe
Z tamtego opisu nie zostało nic poza nazwą. Nawet w samych apartamentach balkony dobudowano później . Wracać co roku do miejsca, które za każdym razem wygląda inaczej, to czynność zupełnie innego rodzaju niż trwanie w koleinie. Zostaje więc odpowiedź druga, ta, którą większość ludzi ma pod ręką: sentyment. Tęsknota jako objaw straty, z której się nie wyszło.
Gdyby tęsknota była wyłącznie objawem, języki odnotowałyby ją jednym słowem i poszły dalej. Dwie kultury na zachodnim krańcu Europy zrobiły odwrotnie: od średniowiecza trzymają na to uczucie osobne słowa i nie pozwalają ich nikomu zwęzić. Po portugalskiej stronie granicy to saudade. Recenzowane hasło opisuje ją jako głębokie uczucie tęsknoty, nostalgii lub melancholii, związane z nieobecnością, stratą albo tym, co nieosiągalne, i dodaje, że tego słowa nie da się oderwać od kultury, w której wyrosło . Wszystko się zgadza, co do słowa. I nadal nie ma tu odpowiedzi, dlaczego dziewięćdziesięciodwuletnia kobieta pakuje walizkę w tę samą stronę.
Najzacieklej bronią tego słowa ci, którzy z niego żyją. Fado to portugalska pieśń o tym, czego się nie odzyskuje: jeden głos, gitara i historia, która już się wydarzyła. Mariza, jedna z najbardziej znanych fadystek, urodzona w Mozambiku, poznawała ją w tawernie prowadzonej przez rodziców i mówi o nim jak o żywej szkole muzyki z sąsiedztwa swojego dzieciństwa . Gatunek, w którym saudade śpiewa się od pokoleń, trafił w 2011 roku na listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa UNESCO . Zapytana, o czym właściwie jest fado, odpowiedziała listą, na której smutek stoi niemal na końcu .
W fado można śpiewać o radości, miłości, miłości utraconej, zazdrości, szczęściu, smutku — a także o saudade: o każdej cząstce bycia człowiekiem.— Mariza, fadistka
Smutek jest tu jedną pozycją wśród wielu, a saudade stoi osobno, jak kolor spoza podstawowej palety. Ludzie, którzy śpiewają to uczucie zawodowo, bronią się przed czytaniem go jak objawu. Zostaje pytanie, czym w takim razie jest, i jedno miejsce, w którym słowa mówią o sobie najwięcej: korzeń.
Najszerzej przyjęty źródłosłów saudade to łacińskie solitas, czyli samotność; hasło wymienia obok niego także inne tropy, między innymi salute i arabskie saudah . Etymologia rzadko bywa aż tak dosłowna. Słowo o tęsknocie za miejscem i ludźmi wyrosło ze słowa o byciu samemu, więc kolejność jest odwrotna, niż podpowiada intuicja: najpierw ktoś zostaje sam, dopiero potem zaczyna tęsknić. Warto tę kolejność zapamiętać, bo psychologia zmierzyła ją znacznie później.
Najstarsze zapisy pochodzą ze średniowiecznych pieśni galicyjsko-portugalskich . Potem przyszła epoka odkryć i saudade rosła po obu stronach nabrzeża: u tych, którzy wypływali, i u tych, którzy zostawali . Ten, kto zostawał, znał dzień wypłynięcia i nie znał dnia powrotu. Margaret zna obie daty z góry i na tym polega cała różnica.
Drugi świadek w tej samej sprawie mieszka kawałek na północ. Saudade wyrosła na styku Portugalii i Galicji, a po galicyjskiej stronie tej granicy ma siostrę. Nazywa się morriña. Real Academia Española definiuje ją jako »tristeza o melancolía, especialmente la nostalgia de la tierra natal«, czyli smutek lub melancholię, zwłaszcza tęsknotę za ziemią rodzinną, a samo słowo wywodzi z galicyjsko-portugalskiego rzeczownika morrinha . Definicja jest sucha, skalę dopisuje do niej historia. Historyk Antonio Eiras Roel policzył wszystkich, którzy w latach 1836-1960 wyjechali stąd do obu Ameryk; w szczycie tej fali emigracja na głowę mieszkańca przewyższała irlandzką .
Ilu Galicyjczyków wyemigrowało do Ameryki w latach 1836-1960?
Wybierz, a odsłonię wykres. Nie chcesz zgadywać? Kliknij którąkolwiek.
Ta tęsknota nie została w dziewiętnastym wieku. W Avión, wiosce w prowincji Ourense, wyborców zarejestrowanych za granicą jest więcej niż mieszkańców na miejscu; to największa taka różnica w całej Hiszpanii . Latem wioska zapełnia się na nowo, bo diaspora wraca do domu . Dwa sąsiadujące języki trzymają na to osobne słowa, a raz w roku cała wioska robi to, co Margaret robi sama.
W Luz ma swoich ludzi. Miguel i Rita z kiosku znają ją od dwudziestu pięciu lat, Luís Vicente wozi ją na lotnisko i z lotniska od osiemnastu, a w apartamentach czekają Bethany z recepcji, Ana, która sprząta, i Claire, która wszystkim zarządza; w wywiadzie wymienia ich po imieniu, jak przyjaciół . Tu definicje sypią się po raz drugi: tęsknota za miejscem okazuje się tęsknotą za ludźmi, którzy witają ją tak, jakby wyszła tylko na chwilę.
I dokładnie w tym punkcie nauka odwraca kierunek, którego spodziewa się zdrowy rozsądek. Zespół Zhou wykazał w 2008 roku łańcuch brzmiący jak paradoks: samotność obniża poczucie społecznego wsparcia, ale podnosi nostalgię, a nostalgia z powrotem to poczucie odbudowuje . Liczy się przy tym, co dokładnie mierzono: badani oceniali własne poczucie wsparcia, więc nostalgia odbudowuje przekonanie, że ma się wokół siebie ludzi. Badacze z programu w Southampton mają na to nazwę: nostalgia jako zasób . Kiedyś opisywano ją jako chorobę; w tych danych wygląda na apteczkę. Łacina wiedziała to pierwsza, bo zaczęła od solitas.
Skoro tęsknota naprawia poczucie wsparcia, powrót powinien być jej zwieńczeniem. Zespół Nawijna sprawdził to w Holandii, porównując wyjeżdżających na urlop z tymi, którzy zostawali w domu . Wyjeżdżający byli szczęśliwsi już przed podróżą, zanim ktokolwiek spakował walizkę; autorzy podejrzewają, że wystarczy samo czekanie. Różnica jest niewielka, na pięciostopniowej skali ledwie widoczna, i właśnie dlatego brzmi uczciwie: tak w danych wygląda uczucie znane każdemu, kto zasypiał z myślą »jeszcze trzy tygodnie«.
| Kategoria | Surowe średnie z pięciostopniowej skali afektu: planujący urlop są odrobinę szczęśliwsi od nieplanujących jeszcze przed wyjazdem — samo wyczekiwanie działa. |
|---|---|
| Wyjeżdżający (N = 974) | 2,25 |
| Niewyjeżdżający (N = 556) | 2,07 |
Potem ten sam zespół sprawdził, co dzieje się po powrocie, i tu obietnica pęka: u większości badanych szczęście wraca do poziomu wyjściowego niemal od razu, niezależnie od długości wyjazdu . Poświatę zostawiają jedynie wyjazdy naprawdę odprężające, a i ona ma termin przydatności. Jeśli wakacje niczego trwałego do szczęścia nie dokładają, po co Margaret fatyguje się w tę samą stronę czterdziesty szósty raz?
Bo powrót zasila zupełnie inne konto. Trzyma się na nim poczucie, że ma się swoje miejsce i swoich ludzi, czyli dokładnie to, co według Zhou odbudowuje nostalgia. Największy ładunek niesie w tym rachunku czekanie, więc data w kalendarzu waży więcej niż same dni na plaży. Zespół Kempa dorzuca do tego jeszcze jedno: czterdziestu dziewięciu studentów wysyłało codziennie SMS-a o swoim nastroju, wakacje trwały średnio tydzień, a po powrocie długość wyjazdu nie miała wpływu na ocenę całości . Próba jest mała, wyjazdy krótkie, więc nie rozciągajmy tego na pół wieku powrotów. Skromniejsza wersja wystarczy: z wakacji zostaje kilka najmocniejszych godzin i to, że jest do czego wracać.
Zostaje jeszcze smak całej tej operacji. Zespół Larsena pokazał w 2001 roku, że radość i smutek potrafią zdarzyć się naraz; zmierzono to u widzów filmu »Życie jest piękne«, u studentów wyprowadzających się z akademika i u absolwentów w dniu dyplomu . Ostatni wieczór wakacji zna to na pamięć: walizka stoi spakowana, a rezerwacja na przyszły rok czeka już w telefonie. Saudade nie musi wybierać między żalem a wdzięcznością i może dlatego starcza jej na dekady. Amerykańskie dzienniki czasu pokazują tymczasem, że małżonkowie spędzają dziś ze sobą więcej godzin niż w latach sześćdziesiątych, ze szczytem w 1975 roku, od którego do 2012 ubyło dwadzieścia jeden minut dziennie z czasu wyłącznie we dwoje . Wspólny czas liczy się w minutach, a minuty potrafią wyciec. U Margaret jednostką jest termin, który się nie zmienia.
Stąd definicja robocza, której nie ma w żadnym słowniku. Saudade: wierność, która przeżyła swój powód. Tęsknota, która zamiast cofać czas, dogląda miejsc i ludzi; rośnie po cichu jak zaczyn, aż wyrasta z niej bilet. Tak rozumiana jest czymś, co się robi: jedzie się sprawdzić, czy miejsce wciąż stoi i czy ludzie wciąż są. Margaret doszła do tego bez laboratorium. W wywiadzie, w którym padły wszystkie te liczby , mówi: »I usually tell my friends to come«. Zwykle mówię przyjaciołom: przyjedźcie. Taka tęsknota dostawia krzesła do stołu.
I tu robi się osobiście. Ta powtarzalna rzecz, którą robisz co roku albo co tydzień, ta sama kawiarnia, ten sam stolik przy oknie, ta sama trasa nad wodę, ten sam tydzień w tym samym miejscu, z zewnątrz wygląda na koleinę. Od środka dzieje się coś innego: Twój umysł uzupełnia poczucie, że gdzieś i do kogoś należysz. Jeśli chcesz mieć tego więcej, najtańsza droga prowadzi przez kalendarz. Ustal datę i napisz do osoby, z którą dzielisz to miejsce, choćby jedno słowo: wracamy?
Na lotnisku w Faro nikt jej wtedy nie pytał, po co przylatuje. Bukiet przynieśli ludzie, którzy liczyli jej powroty razem z nią .
Spodobał Ci się ten list? Zapisz się — raz w miesiącu damy znać, gdy pojawią się nowe.
- Czasopismo naukowe
- Psychologia
- [2]Zhou, Sedikides, Wildschut, Gao (2008). Counteracting loneliness: On the restorative function of nostalgia. 19(10), 1023-1029. doi:10.1111/j.1467-9280.2008.02194.x
- [3]Nawijn, Marchand, Veenhoven, Vingerhoets (2010). Vacationers Happier, but Most not Happier After a Holiday. 5(1), 35-47
- [4]Kemp, Burt, Furneaux (2008). A test of the peak-end rule with extended autobiographical events. 36(1), 132-138. doi:10.3758/MC.36.1.132
- [5]Larsen, McGraw, Cacioppo (2001). Can people feel happy and sad at the same time?. 81(4), 684-696. doi:10.1037/0022-3514.81.4.684
- Nauki społeczne
- [1]Amante, S. (2026). Saudade as a Cultural Concept.. doi:10.3390/encyclopedia6030071
- [6]Genadek, Flood, Roman (2016). Trends in Spouses' Shared Time in the United States, 1965-2012. 53(6), 1801-1820
- Instytucja publiczna
- [8]Real Academia Española Diccionario de la lengua española — hasło »morriña«.
- [9]UNESCO ICH (2011). Fado, urban popular song of Portugal.
- Media
- [7]Sophie Sadler / Tomorrow Algarve (2024). Frequent Flyer.
- [11]Irene Asiaín / El Español (2023). Avión, el pueblo de Ourense que vota desde México.
- [12]Tony Montague / Georgia Straight (2013). For Portugal’s Mariza, fado is like breathing.
- [13]Reese Erlich / 48 Hills (2019). 48 Hills — wywiad z Marizą.
- Książka
- [10]Eiras Roel, A. (1992). La emigración gallega a las américas. [dostęp: 2026-08-06]